Gdy Jan przyśnie na plaży w Sopocie,
to częściowo przebywa w namiocie.
I choć namiot jest z gaci,
za Grand Hotel nie płaci.
Na noclegach oszczędza więc krocie.
Witam Cię miły Czytelniku w moim prywatnym zbezczelniku. Ten dziennik zabierze Cię w świat zbereźny i bezczelny. Bez trzymanki, cenzury i sensu...
Gdy Jan przyśnie na plaży w Sopocie,
to częściowo przebywa w namiocie.
I choć namiot jest z gaci,
za Grand Hotel nie płaci.
Na noclegach oszczędza więc krocie.
Zauważył magister z Przeworska,
że po nocy mu sterczy jak morska
z przeproszeniem, latarnia.
Czemu? Dziś nie ogarnia,
lecz szykuje się praca doktorska.
Komarzyca podpita z Pułtuska
chcąc się dopić trafiła na Józka.
Jak się Józek odwinie!
Lecz, że chłop był po winie,
to nie trafił. No cóż... Wina Tuska.
Całe szczęście, pan Jarek rzekł z KOD-u,
że zażywa się snusy od przodu
jako gumę, nie w czopkach.
bo to byłaby szopka,
straszny obciach i wstyd dla narodu.
Jest energetyk spod Pruszcza
który po słupie się spuszcza
nie mając kasku na głowie.
Tak to się kończy, panowie,
gdy BHP się opuszcza.
Raz kasjerowi spod Kudowy
genialny pomysł wpadł do głowy.
Pasek papieru z kosztorysem
wziął i skrzyżował go z tygrysem.
Tak właśnie powstał kod paskowy.
Pytał policjant spod Rokicia -
Pięć lat w policji. Co mam z życia?
I odpowiadał sobie - Nic!
Ten skrót CHWDP to pic
i obietnica bez pokrycia.
Król Midas będąc w Macau
dotknął naczynia na kał.
Spytał - Chemiku,
coś jest w nocniku?
Chemik potwierdził. - Tak. Au.
Był stary derwisz z Ankary,
co szare miał szarawary.
A gdy brązowe miał
dyskretnie w szuwarach prał,
bo to nie były dwie pary.
Gianni z płaską Franceską z Bergamo
związał się, ale tęsknił za mamą.
Gdy usłyszał Franceskę
że opuścić ma deskę,
zgodził się i zostawił ją samą.
Gdy kebaba zjadł Marian w Pakości
zastrzeżenia miał co do jakości
użytego mięsiwa -
Doopy to nie urywa!
Na co Turek mu rzekł - Cierpliwości.
Pewien murarz znudzony spod Warki
rzekł - Już dosyć tej głupiej murarki.
Jedno życie mam kruche.
Może zwaliłbym gruchę?
Tak! Kierowcą chcę być betoniarki.
Brak w nich mleka - pediatra z Kórnika
damie rzekł po zapięciu stanika.
Nie wstrząsnęło to damą -
Jestem babcią, nie mamą,
ale lubię gdy pan ich dotyka.
Złota rybka rodzinie z Siewierza
trzy życzenia dziś spełnić zamierza.
Jeża chcę! - Drze się syn.
Ojciec w krzyk - W pizdu z nim!
Matka blednie - Zabierzcie stąd jeża.
Z tego znany był żongler z Bilbao
że żonglował, czym tylko się dao.
Talerzami, łyżkami,
widelcami, jajkami...
(Nimi rzadko, bo jednak bolao.)
Rozmawiały jaskółki w Prabutach.
Co dziś robisz - spytała Danuta.
Masz jakiegoś konika?
Mam - odrzekła Monika.
Chętnie robię publicznie na drutach.
Ponoć żyje gdzieś karp w Orinoko
który jedno karpawe ma oko.
Drugie z zaćmą paskudną,
ale sprawdzić to trudno.
Osadzone są bowiem głęboko.
Grabarz z miasta Tarnowo Podgórne
po pijaku pomylił raz urnę
z pojemnikiem z uryną,
prochy zaś z kokainą.
Niestosowne to było i durne.
Pewien miły motylek z Gośliny
wprost uwielbia zapylać łubiny
i ich pyłkiem się żywi.
Mnie to wcale nie dziwi.
Przecież to motylkowe rośliny.
Na Podlasiu jest wieś Młoda Jakać.
Ani biegać się nie da, ni skakać.
Ani kłaść się w Jakaci,
ani wstać nie opłaci.
Ania może siąść w kącie i płakać.