w ten błysk przejrzysty podbijany śniegiem
noc najczarniejsza nie jest tak głęboka
jak w listopadzie kiedy światło kona
w zimnych latarniach
w ten czas bezsenny noc cieniami broczy
przepływa pełnią śnieżnego księżyca
odpływem wody w fajansowym kubku
sięga do gardła
nie ma granicy między nią a świtem
nie ma pomiędzy światem i nieświatem
jest tylko ostry gwizd lokomotywy
echem odbity