Z powikłanych ciąż mnogich w Madrycie
siedmioraczki na samym są szczycie
listy zmartwień ze zdrowiem.
Na wieść o nich albowiem
ojciec zemdlał i walczy o życie.
Witam Cię miły Czytelniku w moim prywatnym zbezczelniku. Ten dziennik zabierze Cię w świat zbereźny i bezczelny. Bez trzymanki, cenzury i sensu...
Z powikłanych ciąż mnogich w Madrycie
siedmioraczki na samym są szczycie
listy zmartwień ze zdrowiem.
Na wieść o nich albowiem
ojciec zemdlał i walczy o życie.
Pewien grabarz tak rzekł pod Zagrzebiem
dziwce z Francji - Dziś trochę pogrzebię
palcem, zamiast łopatą.
Dam pięć dych. Co ty na to?
Grzebał świetnie, odrzekła więc - Tres bien!
Narodowy maraton w Juracie
wygrał konfiarz w czerwonym krawacie.
Krawat - rzekł, gdy się kajał,
wziął się stąd, żem się zziajał.
To był język. I tyle w temacie.
Pewien żeglarz samotnik z Rewala
na pokładzie się nago opala.
Fiutem macha do dorszy
i nikogo nie gorszy.
Dzień Bez Majtków mu na to pozwala.
Szczep E.coli, co żył w Męcikale
miał już dość, że żartują zeń stale,
gdyż kojarzy się źle.
Teraz mieszka w Calais.
Po francusku to brzmi doskonale.
Pacjentowi rzekł lekarz z Konopna -
Pokaż język. Stań twarzą do okna.
Powiedz "eee"... Już. Dziękuję.
Facet mnie obserwuje.
To mój szef. Kreatura okropna.
Konia zbił pan Antoni z Chodzieży
partnerowi, a partner pan Jerzy
konia jemu zbił w parku.
Siódmy krzyżyk na karku.
Eh, ci starzy szachowi partnerzy.
Dalaj Lama na ranczu w Smyczynie
nigdy nie był. Aluzji nie czynię
że go tutaj spotkamy.
Inne mamy tu lamy.
Czasem plują. Uprzedzam jedynie.
Pewien młody poeta w Łańcucie
limerykiem chciał wzniecić uczucie
w sercu Joli, atoli
Jola chciała powoli,
a skończyło się już po minucie.
noc umyka krew tętni
z oddychaniem już lżej
dzień od nowa zaczęty
may day
wiatr majowy czas letni
błękit bez chmury złej
jaki będzie następny
may day mayday
skąd ten refren natrętny
w głowie tłucze się mej
dzień aż boli tak piękny
mayday mayday mayday