poniedziałek, 21 października 2019

jesienna mgła

jesienna mgła-
pomarszczony starzec
wymyśla haiku 

śpieszę się

pociągiem tuż przed jedenastą
zjechałem w moje obce miasto
podróżowanie moim hobby
odwiedzam groby groby groby
potem przez planty w zmarłe liście
i w kilińskiego oczywiście
po drodze mijam kościół farny
z lipowej słyszę głos z kawiarni
no niemożliwe to ty adam
popijam kawę z piękną madam
szeleszczą liście liście listy
byłaś mi nie mów byłeś wszystkim
potem milczymy długą chwilę
podchodzi kelner pytam ile
zapłacę choć nie zamówiłem
śpieszę się choć się nie śpieszyłem 

sobota, 19 października 2019

mgła


pamiętaj o mnie ostatnia latarnio
dziewczyno która wpadasz do fontanny
w spłoszone światło przez zamknięte oczy

to tylko ja was takimi widuję
chociaż was nie mam w czasie teraźniejszym
ten przeszły we mnie wciąż niedokonany
a przyszły skończył się zbudzeniem snu

lecz co by było gdybym się nie zbudził
czy śniłbym dalej nieświadomy śmierci?

czy w nic odeszłyby jasne latarnie
z tamtą dziewczyną przez niebieskie oczy?

wędruję chmurą w chmurze która we mnie rosi
nie widząc czy opada mgła czy się podnosi

gdy się wyśpię

leżę na łóżku jak na wyspie
już ósma fala ląd oblewa
a tak mi lekko gdy się wyśpię
że tylko latać albo śpiewać

więc najpierw lecę do łazienki
ale w przenośni, gdyż per pedes,
w głowie mam refren do piosenki
po czym potykam się o sedes

o jasna dupa ja pierdziu !
ach w mordę jeża niech to ja pier..!
stepując ścieram krople z fug
wykorzystując cały papier

wreszcie wzburzenie w sobie tłumię
i na siedząco liczę fugi
lecz kiedy spuszczam wody strumień
refren powraca po raz drugi

o jasna dupa ja pierdziu !
ach w mordę jeża niech to ja pier..!
co tu wymyślić... czym by tu...
wykorzystałem cały papier

już obudzony oczywiście
lecę pozbierać liście z drzewa
mam tak jesienią gdy się wyśpię
że tylko latać albo śpiewać 



piątek, 18 października 2019

ój z ortografią

sorry
z ortodoksją

weź do buzi wypluj
to tylko słowa

bez dwóch zdań
stać cię na więcej

tylko pisz tak
żeby nie było wiersza

kto dziś pamięta Burgera
Apolinera Pejpera

taki piękny las
na nich wyrósł

czwartek, 17 października 2019

Salieri

ja, któryś w Galii w Rzymie nikt niestety
czas marnotrawiąc przed zwodzonym mostem
natchnienia- piszę nieśmieszny kuplecik
stosując rymy ordynarnie proste

jeden niesłusznie skrzywdzony się czuje
dostając wiele- na mniej zasługuje
drugi otrzyma czego nie zapragnie
sprawiedliwości nie ma w świecie żadnej

nie nazwę tego zasłużoną karmą
czego nie cenisz przychodzi za darmo
to czego pragniesz zaślepia ci oczy

tak od zarania kołem świat się toczy
odkąd istnieją bieguny na ziemi
wielu strąconych nieliczni zbawieni

w setnym tarocie jeden geniusz w kartach
pod koniec życia wypada być szczerym
każdy Salieri ma swego Mozarta
jeden jest Mozart- tysiące Salierich 

głupio przyznać

piszę choć raczej nie przeczytasz
czuję się dobrze dzieci zdrowe
co tam u ciebie nie śmiem pytać
i tak mi przecież nie odpowiesz

ten list włożyłem do butelki
nim utonąłem w oceanie
zabezpieczyłem się na wszelki
przypadek że go nie dostaniesz

teraz w butelce listu nie ma
buty go piły lub kołnierzyk
zresztą był raczej nie na temat
kto by tam pijanemu wierzył

a wcześniej szajba mi odbiła
i pomyślałem głupi kretyn
że byłaś dla mnie, słyszysz -byłaś!
lecz już nie jesteś tą kobietą

martwię się o to że nie żyjesz
ze mną i we mnie- głupio przyznać
chyba zmyśliłem cię na chwilę
żeby zapomnieć

twój mężczyzna

drzwi

na końcu są drzwi
a za nimi nic
oprócz domysłów

myślę że są rozsuwane
aby myśli mogły
przechodzić swobodnie

tradycyjne sugerowałyby 
kierunek
a obrotowe

powroty
jak można się
domyślić

wtorek, 15 października 2019

był sobie król

był sobie król paź sobie był
lecz odkąd król owdowiał
w tej bajce szkopuł pewien tkwił
nie było w niej królowej

i płakał król i płakał paź 
dwór cały się rozrzewnił
bo dodatkowo, proszę was
nie było też królewny

ach co za los ach co za czas
płakali wszyscy razem 
i tylko błazen proszę was
nie płakał jak to błazen

tak ich do siebie zbliżył ból
że jakoś po niedzieli
spał w jednym łożu z paziem król
i sen ich rozweselił

i śmiał się król i śmiał się paź
dwór cały się rozrzewnił
choć w dalszym ciągu proszę was
nie mogli mieć królewny

ach co za los ach co za czas
śmiali się wszyscy razem
i tylko błazen proszę was
się nie śmiał jak to błazen

tak minął tydzień miesiąc rok
aż w końcu listopada
pojawił się straszliwy smok
który królewny jadał

zmartwił się król i zmartwił paź
dwór poczuł się niepewnie
w tej sytuacji, proszę was
bo skąd tu wziąć królewnę?

ach co za los ach co za czas
kombinowali razem
i wymyślili proszę was
niech się przebierze błazen

smok kłapnął paszczą no i cześć
byleby głód nasycić
błazen sam skoczył- nie mógł znieść
że rządzą hipokryci

i płakał król i płakał paź
dwór cały się rozrzewnił
wszyscy szlochali proszę was
ach jakże żal królewny

ech co za los no co za czas
płakali wszyscy razem
i tylko błazen proszę was
nie płakał jak to błazen

poniedziałek, 14 października 2019

krótki wiersz

tak się rozdygotałem, wiesz
w anginie czy jesieni
że napisałem krótki wiersz
na uczuć przeziębienie

twoich czy moich- jeden pies
wspólnie się trzęsą w nocy
tak się rozdygotałem, wiesz
ty pewnie też dygoczesz

popatrz- w tym wierszu męski rym
przeplatam damskim rymem
byśmy się mogli ogrzać nim
przed nadchodzącą zimą

żeby się tulił taki wiersz
jak człowiek do człowieka
tak się rozdygotałem, wiesz
nie mogę się doczekać