Ech, zima! Dym z komina rumianym Aniołom.
Przemarzniętym błękitom ofiara z buczyny.
Nigdy potem już może nie być takiej zimy.
Teraz ruszyć kuligiem po świętach od stołu.
Rży Ursus wielokonny. Parskają na mrozie
zimnokrwiste zawory ogrzewane wiechciem.
Ropa gęsta, bo zima! Szarpnęło nareszcie
doczepione opony. Worki po nawozie.
Ech, zima! Śniegu nie ma. Można pędzić dłużej
po wyrąbanym lesie. Zakręty brać częściej.
Na oponach, na workach. Syn z Aniołem Stróżem
dowiązani sznurkami na wszelkie nieszczęście.
Nie wiadomo. Sam zleciał, może pękła lina?
Ziemia twarda jak kamień. Brak śniegu. Ech, zima.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz