Późnym wieczorem zasłoniłem okno
Mając nadzieję płonną że się wyśpię
Zapadłem chyba w majaki zdradliwe
Lecz nie przypomnę czym we śnie już nie spał
Czym się zbudzony jeszcze nie obudził
Dość że wyszedłem na pole dojrzałe
A tam już były tylko bele słomy
Wróciłem zatem i znowu nie spałem
Pokój był niby camera obscura
A koniec czasu błyskiem hologramu
Podryfowałem ku krawędzi czerni
Aż wzeszła gwiazda
Mając jeszcze wybór
Czy płynąć dalej wybrałem cud życia
I doceniłem nadzwyczajność śmierci
Bez której podróż nie byłaby cudem
Wiatr dmuchnął w żagiel odsłaniając okno
Taką przygodę miałem pod Sejnami
Kiedy pojąłem że nicość mnie mami
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz