czwartek, 9 grudnia 2021

Kwestia doświetlenia

Jest, dajmy na to, koniec listopada.

Pająk już zwija nić na oleandrach.

I nagle chandra człowieka dopada.

Modernistyczna, niepijąca chandra.

Tak bezsensowna, jak wyschnięta studnia.

Nic, myślę sobie. Poczekam do grudnia.


Roratki nie mam. Palę znicz w adwencie.

Żeby nie było, że światła nie palę.

Ponury facet z lusterka w łazience

gapi się na mnie. Nie znamy się wcale.

Głupio się witać. Trudno zażartować.

Pomiędzy nami chandra dubeltowa.


Biorę dwie szklanki. Chcę się zaznajomić

z melancholikiem, a tu niespodzianka. 

Widzę, że tamten też wpadł na ten pomysł 

i teraz mamy chandrę w czterech szklankach.

Czarną jak porter, który świąt nie czekał.

Chandrę o twarzy tamtego człowieka.


Więc lu go w lustro! A on na mnie chlusta

krwią, ciemnym piwem. On, czy ja prawdziwy?

Nie wiem. Lecz teraz gdy w kawałku lustra

golę się - widzę jakiś zarost siwy.

Choć czasem... Jakby... Na granicy cienia.

Odejdź! To tylko kwestia doświetlenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz