sobota, 4 kwietnia 2020

moje macondo



cyganie stawali taborem 
za kolejowym nasypem
pamiętam leciałem za nimi 
uczepiony sznurka latawca
czas nie miał początku 
ani końca ludzie nie umierali 
nawet ze starości

doświadczałem alchemii marzeń
chemii dorastania ale najbardziej 
ciekawości świata na końcu torów

miałem i ja swoje macondo

dziś wracam zapalam 
w biały dzień świeczkę
pośrodku miasta 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz