odkąd prądy mnie zniosły zawrócić nie mogę
ognie świętego elma i bielmo na drogę
w oku cyklonu drzemie oko opatrzności
zmorzone niewyspane ocean się złości
idzie burza od lądu wiatr spycha na głębię
ciemno nad klawiaturą we mnie coraz ciemniej
zapisałem wschód słońca zanim zgasło słowo
nadmuchałem nadzieją tratwę ratunkową
wysłałem dwa gołębie w zachodzące światło
wróciły całą chmarą kołują nad tratwą
oswojone pocztowe wygłodzone dzikie
głupie ptaki rozbitka mylą z ratownikiem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz