nie mogę pisać nie z braku natchnienia
brak mi odwagi nie piszę poważnie
mgłę mylę z deszczem ironię z sarkazmem
sumuję resztę z przemilczeń w sumieniu
płyną przeze mnie śniętych słów ławice
w śnie krzyczy dziecko nie wydając głosu
sypie się popiół z poczerniałych kłosów
pszenicy wiatrem spalonej w przenicość
nie piszę o tym co śmiechu nie warte
wciąż nad kołyską zapala się gwiazda
ten wiersz jest tylko zrozpaczonym żartem
tarot zatrzymał się na karcie diabła
a ja milczeniem mam już gardło zdarte
i przyrośniętą do krwi maskę błazna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz