Przyśniłem nadchodzący świt.
Szedł ciężko, jak po grudzie.
Ale nie po to człowiek śpi,
żeby się nie obudzić.
I świt nie po to trudzi się,
żeby się nie pozbierać.
Bo dzień, wiadomo. Jak to dzień.
Trwa tylko tu i teraz.
Ile potrzeba, tyle wie.
Zaczyna się nad ranem,
a tuż po zmierzchu kończy się.
Zgodnie z obrotem planet.
Ile nie byłoby tych dni
za mało wciąż dla ludzi.
Przecież nie po to człowiek śpi
żeby się nie obudzić.
Jeśli nie zbudzić się, to też
nie cierpieć na bezsenność.
Jeżeli śnić, to świt, nie zmierzch.
Żeby nie było ciemno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz