wtorek, 3 listopada 2020

NIC NIC...

Dzień, jak dzień. Indygo wieczoru,

zaskoczony nakrywa zmierzch.

Ściemnia się. Czas siadać do stołu.

Wspomnieć w myślach... 

Gdziekolwiek jest.


Między nimi - może to lepiej -

nic nie było. Nie mogło być.

Czemu zatem się nie odczepi?

I dlaczego ważne to... Nic.


W innym mieście, tą samą porą,

ktoś w wypadku... Pierwsza wie kto.

Zmierzch odchodzi w indygo wieczoru.

Spada szklanka. Tłucze się szkło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz