Dzień, jak dzień. Indygo wieczoru,
zaskoczony nakrywa zmierzch.
Ściemnia się. Czas siadać do stołu.
Wspomnieć w myślach...
Gdziekolwiek jest.
Między nimi - może to lepiej -
nic nie było. Nie mogło być.
Czemu zatem się nie odczepi?
I dlaczego ważne to... Nic.
W innym mieście, tą samą porą,
ktoś w wypadku... Pierwsza wie kto.
Zmierzch odchodzi w indygo wieczoru.
Spada szklanka. Tłucze się szkło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz