wtorek, 12 maja 2020

Da capo al fine

Między wojnami czas się dłuży. 
Człowiek spokoju nie docenia.
Próżna nadzieja, że po burzy
ludzie się zmienią.

Przez pamięć tych, co poszli z dymem.
Przez kości zagrzebane w stepie,
miałem złudzenie, że po zimie 
już będzie lepiej.

A potem było, tak jak było.
Wiatr poprzewracał strony księgi.
Uleciał duch. Przykazał miłość.
Nawet przysięgli. 

Obiecywali wzajem sobie
kiedy samolot z kursu zboczył,
i gdy się spalił szary człowiek,
że się zjednoczą.

A teraz znowu, w czas pandemii,
każdy powtarza mantry swoje,
że jeśli przetrwa, to się zmieni.
Tego się boję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz