w siódmym tygodniu
permanentnej wiosny
w moim doświadczonym
przez boga i histerię kraju
dojrzali maturzyści
spadają z przekwitłych
kasztanów kolorowe motyle
w brzuchu odbijają się czkawką
zakochanym w sobie narcyzom
hamaki wywracają się
do góry zdepilowanymi nogami
Krakowskim Przedmieściem
bez barier maszerują
uśmiechnięte twarze turystów
z okna sejmowego holu
niepełnosprawny Adrian
widzi biuro przepustek
do nieba
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz