choćbyś pragnął zatrzymać na kolanach prosił
pasjansami zaklinał przed zimą osłaniał
nie będzie zmiłowania dla pierwszej miłości
myślisz że znasz ją dobrze nie masz wątpliwości
ale ona przychodzi i odchodzi sama
choćbyś ją chciał zatrzymać na kolanach prosił
spróbuj zasnąć z tą drugą zapomnij dorośnij
złotej rybce zwróć wolność nie popadaj w banał
nie wraca się dwa razy do pierwszej miłości
jesteś uchem urwanym które wodę nosi
aż ostatnie dwie krople wyparują z dzbana
nie zatrzymasz ich choćbyś na kolanach prosił
jedna chmurą powróci żalem za młodością
druga skryje się w oku szczypiąc niedospaniem
płytkim snem obudzonym gdy biegniesz na oślep
obie spłyną po twarzy wtulając się w pościel
a ty wyschniesz z pragnienia jak gliniany dzbanek
choćbyś wiatru unikał z deszczem się przeprosił
nie będzie po raz drugi tej samej miłości
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz