Nikt nie pamięta, kiedy As
pojawił się w schronisku,
lecz był już z nami dłuższy czas
i dobrze było psisku.
Kiedyś cuchnący był to szkielet,
lecz z czasem się zmieniło wiele
i w końcu ucieszyło nas,
że ktoś go wziął z odzysku.
Ten ktoś, to nie był byle kto.
Gość miał na imię Aleks.
Miał dom i ogród. O to szło,
by ktoś był w domu stale.
No bo wiadomo, gdy jest pies,
to raźniej i bezpieczniej jest,
a kiedy pies ma pana, to
nie może być wspanialej.
Lecz się pogubił głupi pies
i postanowił nawiać.
No bo czasami tak już jest,
gdy psa na siłę zbawiasz.
Znowu w schronisku pragnął być,
z żalu nocami zaczął wyć.
Aż pan się zdenerwował fest.
Przyznacie, przykra sprawa.
Więc do felczera zabrał psa
za karę dobry Aleks.
Felczer zastrzyki zużył dwa,
pan psa pożegnał z żalem.
Może uronił nawet łzę?
Pies już nie cierpiał, tyle wiem...
Pana wzruszyła chwila ta,
choć serca nie miał wcale.
Nie ważne, czym nam zmierzą czas.
Klepsydrą czy rolexem.
Los jednakowy czeka nas.
Nie chciałbym wyjść na beksę,
lecz życie to nie tylko bal.
Zmarnowanego bardziej żal.
Dlatego serio proszę was,
zapłaczcie nad Aleksem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz