wchodzili jak do ciepłej wody
i połączeni zórz koralem
lizali sól spijali słodycz
i przepływały przez nich fale
aż pierwszy przybój ich dogonił
zbudzony dreszczem oceanu
połaskotane wnętrzem dłoni
sutki wezbrały jak wulkany
i zanim ogień się wypalił
nim się pojawiał słodki smutek
złączeni jednym tętnem gnali
sto kilkadziesiąt na minutę
i był tam księżyc w krwi przypływie
i w jednym błysku gwiazda słońca
aż zachłysnęli się szczęśliwie
i utonęli w sobie w końcu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz