Kiedy wjeżdżałem do Krakowa
na szybę żółty deszczyk spadł
i pomyślałem - Ale czad!
Dobrze, żem maskę przygotował.
Ciekawość pusta i niezdrowa
gnała mnie ku Mariackiej Wieży
gdyż zbliżał się hejnału czas.
Strażak nie zagrał. Był w "pe gaz"
za co pochwalić go należy,
bo gdyby nie był, już by nie żył.
Pragnąc ratować mój organizm
instynkt mnie po piwnicach wiódł
w papierosowo piwny smród.
Żyli tam ludzie zmutowani.
Pod Baranami. Jaszczurami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz