Na Placu Zbawiciela dziad
proszalny, wychudzony
na wydeptanych schodach siadł.
Kończył się dzień, a może świat.
Wszak nigdy nie wiadomo,
komu pisane ile lat.
Na placu deszcz przechodził w grad.
Śpieszono się do domów.
Tłum zbawicieli szedł przez plac.
I jeden się pochylił nad
Człowiekiem złachmanionym.
Rzekł - Weź mój płaszcz za Ojcze nasz.
Dziad złamał bułkę, którą jadł.
Podał mu pokruszoną -
Masz. Nie żałuję, żem ją skradł.
A płaszcz zatrzymaj. Wieje wiatr.
Na placu wyziębionym
Tobie się bardziej przyda płaszcz.
Ja tylko proszę, by śnieg spadł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz