Znów nas policzy las. I woda
zmarszczy się przypomnieniem twarzy.
I wypogodzi się pogoda,
byśmy się znowu mogli nażyć.
Znów nas podpatrzą młode sarny.
A my spłoszymy się, jak one.
Zatrzemy ślady jagód czarnych.
Zaróżowieni od poziomek.
Obmyją nas lipcowe deszcze.
Chłodem wieczoru wzejdzie mięta.
Tak będzie, jak nie było jeszcze .
Znów nam się przyjdzie zapamiętać.
I przypomnimy sobie hurtem.
Noc. Bór przezierny. Wrzosowisko.
Będziesz mieć znowu gęsią skórkę.
Ja, pod koszulą dym z ogniska.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz