Na górze chmury - na dole światy.
A my pomiędzy ziemią i niebem.
My się kochamy jak dwa wariaty.
Kto nic nie stracił, ten nie zna straty.
Za letnim deszczem. Za przyszłym śniegiem.
Za siódmą górą na końcu świata.
Po tylu zimnych wiosnach i latach,
twoim zaczekaj, moim no nie wiem,
wciąż się kochamy jak dwa wariaty.
Księżyc to chudy, to znów pyzaty.
W ósmą niedzielę, ni w pięć ni w dziewięć,
właśnie zaczyna się koniec świata.
Co nam do tego w chmurach, piernatach.
Nam pod sufitem tylko do siebie.
My zadyszani, jak dwa wariaty.
Srebrnym brokatem noc piegowata.
Firanki płyną letnim powiewem.
Na górze burze - na dole światy.
A my spokojni. Jak dwa wariaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz