przed którym zginam szyję.
- Jak panu ładnie w białym,
panie jaśminie.
Co pan porabia, pytam?
panie jaśminie.
Co pan porabia, pytam?
- Żyję powiada, żyję.
Dziś kwitnę, ale to minie.
Teraz mam swoje pięć minut.
Teraz mam swoje pięć minut.
Po chwili, rzeczywiście
wiatrem truchleją liście.
Płatki się lepią do powiek.
Mokre, pachnące ozonem.
Burzą się włosy na głowie.
I nagle wiosny koniec.
Stoję, w białej kałuży
ogłuszony przez burzę.
Próbuję wyrwać się z ciszy.
Krzyczę - Ja to opiszę,
wiatrem truchleją liście.
Płatki się lepią do powiek.
Mokre, pachnące ozonem.
Burzą się włosy na głowie.
I nagle wiosny koniec.
Stoję, w białej kałuży
ogłuszony przez burzę.
Próbuję wyrwać się z ciszy.
Krzyczę - Ja to opiszę,
ja się poskarżę jesieni!
A pisz pan, milczy jaśmin.
Pisz pan te rzewne baśnie.
Co to zmieni?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz