na przedwieczerny spokój wlałaś naftę do lampy
zmilkły dalekie dzwony w okno weszły jabłonie
nigdy potem świat nie był taki cichy jak sad ten
i nigdy doskonalej nie był nieskończony
na przedwieczerny spokój wlałaś naftę do lampy
dałaś posłaniu poszwy wykrochmalony całun
snu kamienną poduszkę i pobielony sufit
różane koraliki godziny przedostatniej
zakwitającej mirtem gdy matka pacierz mówi
kładąc w posłaniu poszwy wykrochmalony całun
teraz cienie się chwieją długim oczekiwaniem
na odpuszczenie oczom na zaprzeczenie mroku
gdy głowa spada w otchłań choć anioł ramię trąca
pół kroku przed świtaniem idzie łagodny spokój
długie cienie się chwieją krótkim oczekiwaniem
na stół weselny kołacz z przesianej wiatrem mąki
glinianą miskę wody brzuchate wina dzbany
srebrzone ptasie chóry błogosławione słońcem
welony chmur niebieskich ciągnące za rydwanem
na stół weselny obrus z przesianej wiatrem mąki
na przedwieczorny spokój wlewasz do lampy naftę
dajesz posłaniu poszwy wykrochmalony całun
teraz cienie się chwieją w słodkim oczekiwaniu
sypiąc na stół weselny przesianą wiatrem mąkę
uwalniasz ćmę trzepoczącą w dogasającej lampie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz