Poprzedniej wiosny on był młodym klonem
gdy jarzębinę wziął sobie za żonę.
I tak do zimy rośli w zachwyceniu.
On wsparty na niej. Ona w jego cieniu.
Latem zazdrosny o czerwień korali
przykrył ją płaszczem by żar jej nie spalił.
Szarą jesienią otulił przed słotą
pijąc z niej soki jutrzejszej tęsknoty
za przyszłą wiosną, gdy się zaszeleszczą.
Aż przyszła zima. I odeszli w przeszłość.
Korale spadły karminowym deszczem.
Wiatr je scałował. On zatrzeszczał jeszcze,
aż mróz ich zmorzył srebrzystym toporem.
Zasnęli razem. I śnią do tej pory,
że z cienia klonu wstaje jarzębina,
pod którą chłopak całuje dziewczynę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz