Pytasz co będzie, kiedy mnie nie będzie.
Będzie zwyczajnie. Jak zawsze. Jak wszędzie.
Zżółkną forsycje. Rozwieją się mlecze.
Zlecą się szpaki do młodych czereśni.
Wrzosowym miodem pszczoły się zawrześnią.
Przyjdą serdeczni i zapalą świece.
A na wigilię powrócę w kolędzie
na puste miejsce, gdy już mnie nie będzie.
Gdybyś zechciała pogłaskać tęsknotę,
w Zielone Świątki wrócę rudym kotem.
I będę płonął za rewersem okna,
aż mnie ugaszą przyszłoroczne deszcze.
A gdyby twarz ci od patrzenia zmokła,
to się rozwieję dymem mokrej sierści
w jesienną pustkę. Ale dosyć o tym.
Kto by tam wierzył jakimś rudym kotom.
Będę tą kroplą, co z pustki na przekór
kapie sto razy do tej samej rzeki.
Chociaż podobno i dwa niepodobna.
Różne zajmiemy kształty i przestrzenie.
Popłynę nurtem między brzegów biodra
całkiem zwyczajnie. I nic się nie zmieni.
Tylko musimy cierpliwie poczekać,
aż będę wodą, a ty moją rzeką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz