Ach, jak lubię lipcowe poranki!
Obudzone z majaków przeróżnych,
kiedy słońce przenika firankę.
Noc przelewa się do filiżanki.
Bose stopy tuptają po kuchni.
Czują miętę bazylia z tymiankiem.
Akacjowy miód spływa po grzankach.
Cappucino przeciąga się ufnie,
zwiewną pianką i przekomarzanką.
Wolisz kawę pić tu, czy na ganku?
Siódma siedem, na spanie za późno...
Ach, jak lubię lipcowe poranki!
Śmiech za drzwiami. Łagodny szmer klamki.
Siódmy miesiąc. Tygodnia dzień siódmy.
Wietrzyk lekko unosi firankę.
Róże w pąsach. W rumieńcach rumianki,
rozdziawione lwie paszcze, bo któż by
nie chciał wiedzieć, co jest za firanką.
Ach, jak lubię lipcowe poranki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz