Eeech ...! Poniosło westchnieniem po lesie.
Zadyszana, z metryką na bakier,
depcząc chabry, poziomki, rzepaki,
doświadczona przez życie szła jesień.
Jeszcze sierpień, a ona na szagę
w środek lata. Czy ktoś by uwierzył?
Tyle przecież czekało nas przeżyć.
Wspólnych marzeń, podróży, zapragnień.
Tylko patrzeć - ta biała się zjawi,
zachęcona rudzielca nadejściem.
Skuje lodem, śnieżycą zadławi...
Chyba muszę przytulać cię częściej,
nim się ciepło w nas całkiem przedawni.
Jak to lato jesienią. Jak szczęście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz