Łaskoczesz w gardle. Pytasz z uśmiechem
gdzie znowu byłem.
Codzienną mżawką, tak bez pośpiechu
rozmywasz miłość.
Lat nam przybyło. Wszystko się mnoży.
Dobre i złe.
Mogliśmy trafić na siebie gorzej.
Bo czemu nie.
Zrozum, nie umiem cynicznie wyśnić
na wierzbie gruszek.
Noszę wiatr w piersi. Swobodne myśli
pod kapeluszem.
Nie wiem czy będzie kiedyś, jak kiedyś.
Licho to wie.
Do wczoraj było z nami pół biedy.
A dzisiaj dwie.
Jeśli cię bolę kochana - wybacz.
Swych ran nie zliczę.
Osty i róże przyszło nam zrywać
bez rękawiczek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz