W wielkim mieście, gdzie kościołów dzwoni dwieście.
Wśród milionów zagubionych ludzkich dusz.
Z wściekłym diabłem sfrustrowany Anioł Stróż
szedł za nami, namawiając - zgrzeszcie wreszcie!
A my wiosnę przechodzimy. My bez winy.
Cudni ludzie pozbawieni brzydkich cech.
W ustach wina odrobina. To nie grzech.
Jeśli winić, to słowiki i jaśminy.
Nasze dusze, nówki sztuki nie śmigane.
Anioł płakał, gdy oddawał. Czart wziął i
zniesmaczony, pod kościelne rzucił drzwi.
Bo my czyści. My srebrzyści pani z panem.
W naszym mieście zaniebieścił deszczyk bzy.
Młode pędy w nas odbiły zakochaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz