środa, 21 marca 2018

(wio)sennie

kicany królik w ciepłolubne łapy
hossając pusiał omarczonym wzdechem
paradygmując powitanie majni
o wpół do zwykłej

nie było powidu
przeszły kolejno miękka i cacana
wsysając wiatru liście papilarne
białozielona nietrawność przebytu
rozdrygiwała peryhelium lustra

                       ***                             

Alicja przyszła w rozwianym szaliku,
mając u bioder zielone marchewki.
Pół nocy spała przy białym księżycu,
aż się nad ranem w złote słońce prześnił.

A tyle było egzotycznych ptaków,
że nie mieściły się w kolorach tęczy.
W nosie wierciło mokrym tatarakiem.
Ciepłym deszczykiem kichnęło na szczęście. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz