poniedziałek, 26 marca 2018

balladka o wenie

Był wen imieniem Michał.
Nie znosił gniotów i chał.
Uroczy, zimny drań,
co słabość miał do pań.

Gdy, dajmy na to w Pile,
poetka, choć przez chwilę,
śniła samotny sen -
Wnet się pojawiał wen.

Bywało, że przy mężu
chrapiącym obok, ten żul
z poetki ściągał koc,
współtworząc z nią. Ad hoc.

Samotną zaś poetkę
prowadził na kozetkę.
Podsuwał jej natchnienie.
I choć szeptała: Nie, nie,

w poezję ją popychał.
Natychał  i natychał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz