Zima przyszła jesienią i nikt jej nie przeczuł.
Zamroziła ogniska. Wykręciła stawy.
Coraz krótszy dzień nocą po świcie się jawił.
Ludzie o niej gadali niestworzone rzeczy.
Że to może nie zima. Że zaraz przeminie.
Pismacy się krzywili, że to nie jest temat
żeby pisać o zimie, kiedy zimy nie ma.
Że na razie zawiało zaledwie przedzimiem.
Zasypało po usta wczesne oziminy.
Nie przybyły z odsieczą uskrzydlone hufce
barwnych ptaków, wezwanych na czarną godzinę.
A to było zaledwie zimowym przednówkiem.
Drzewom serca pękały na prawdziwą zimę.
Zimę, jakiej nie znały świąteczne pocztówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz