Słońcem budzone miękkie krajobrazy.
Kiście cyprysów taktowane wiatrem.
Wspomnienie nocy kruche, delikatne.
Szpileczki światła wśród liści witraży.
Otwieram oczy. Widzę niewyraźne
grzbiety pagórków pozłocone wrześniem.
Jestem realny i śnię równocześnie.
Błądzę palcami. Drażnię wyobraźnię.
Słodka Toskanio, odkrywana co dzień.
Kołyszesz biodra niedojrzałym winem.
Jesteś pragnieniem w cienistym ogrodzie.
Przychodzisz falą róż i rozmarynów.
Wchodzę do ciebie jak do ciepłej wody.
Zamykam oczy. Zanurzam się. Płynę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz