niedziela, 23 lipca 2017

niedosyt

położę się na plecach potratuję kłosy
pokruszone źdźbła wbiję pulsem w miękką ziemię
zagapię się porankiem w błękitu niedosyt

zanim wietrzyk osuszy trawy z nocnej rosy
nogom ulgę przyniosę słowom przebaczenie
wysłucham głosu wróbla strach odpędzę kłosem

zanim kosę wyklepie żniwiarz białowłosy
przyszłe słońca zachody wypalą we mnie
wszystkie letnie poranki przemienię w niedosyt

jeszcze wzrokiem na mgnienie ulecę nad wrzosem
jeszcze spadnę na miedzę przydrożnym kamieniem
przeproszę nieuważnie traktowane kłosy

pogodzony ze sobą pokłócony z losem
odjadę wielkim wozem zaprzężonym w pełnię
w sierpniowy przepych nocy zabiorę niedosyt

nawet gdybym najgłośniej modlitwy zanosił
nie wróci echem lato gdyśmy w zachwyceniu
zaplątani w kąkole tratowali kłosy
zapatrzeni w błękitny niedosyt niedosyt

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz