kiedy powietrze się ogrzało
wieczory zawitały cierpkie
owoce przyginały gałąź
aż sok żywiczny spłynął sierpniem
to lato było takie polskie
tak absurdalne i nie w porę
jak anioł stróż nad martwym wojskiem
któremu przyszło świtem polec
on spłonął żagwią lecz nim spłonął
ona skoczyła z okna w chmury
matkom rozpaczać zabroniono
nad ciałem nie wiadomo którym
usta czerniały całowaniem
zetlonych w ogniu fotografii
z Bogiem padali w żar powstania
a Bóg ich podnieść nie potrafił
drugiej miłości w nich nie było
dorosnąć dano mało komu
nic się tym sierpniem nie kończyło
prócz tylu dni niedokończonych
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz