Ach, jaki piękny jest ten świat,
zbudzony pod powieką nieba.
Jakie to szczęście chwile kraść.
Leżeć na trawie w cieniu drzewa.
Pozapominać puste sny.
Poruszyć toń leśnego zdroju.
Motylom nie ujmując dni.
I nie przydając niepokoju
płochliwym łaniom, co spod rzęs
cynobrem kapią po wąwozach.
Po jedwabisty lata zmierzch
usypiający w kłosach zboża.
Cichnące fale głaszczą brzeg
zatoki rozpalonej słońcem.
Codzienne sprawy kończą bieg,
a nocne sprawki snem się skończą.
Nie bój się nocy. Czarnej ćmy.
Kapłanki przeinaczeń nagłych.
Popatrz! Świt strzępi gazę mgły.
Sad kwitnie obietnicą jabłek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz