w lustrze zazwyczaj bywa starszy
czasem widuje złotą bramę
wyrusza wtedy z mapą zmarszczek
w podróże wielce egzotyczne
je przed wyprawą dietetycznie
bez towarzystwa apetytu
potem rozgrzewa się przy kawie
wlewając w żyły elektryczność
w salonie ma wehikuł marzeń
panoramiczny kosmos plazmy
złączony z mechaniczną bieżnią
w intymne ciepłe uniwersum
czas biegnie dołem górą przestrzeń
unosząc go nad hipocentrum
codziennych wstrząsów tektonicznych
i sytuując w pępku świata
myślami błądząc po mieszkaniu
strzepuje kurz ze starych książek
dzisiaj przeczyta wiersz Herberta
z właściwą sobie interpunkcją
potem zapisze go w dzienniku
ładniej i mądrzej rzecz ujmując
i wtuli głowę w sen poduszki
pan C. w podróży nieskończonej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz