płynę na skórce pomarańczy
jak na poduszce magnetycznej
zbierając smaki kolonialne
w źrenice barwy cynamonu
zostawiam punkty odniesienia
blakną kolory i zapachy
odkładam mapę namiętności
nakazującej krótszą drogę
ani tu dźwięku ni konturu
po safianowych warg niedotyk
Pustka zaprzecza grawitacji
nic nie istnieje oprócz Nic
tak samo radość jak i ból
dzielą istnienie pół na pół
zarówno światło jak i cień
rysują taflę lustra Zen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz