Tak różnych od siebie
Przechodziło przez rzeki
Których dziś już nie ma
Pierwszy gdzieś pod kurhanem
Drugi pod parkanem
Trzeci w obłok się zmienił
Kominem uleciał
Teraz nic nas nie różni
Prócz stanu skupienia
I układu współrzędnych
Na tarczy zegara
Co się stało być może
Kiedyś się odstanie
A co stać się nie mogło
Wzejdzie mandragorą
Ktoś ją wyrwie i krzyknie
Jakby wyrwał siebie
Nie znając przeznaczenia
Nie pozna co zyskał
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz