Tępy ból się nasilił nad ranem,
chociaż przecież od roku nie palę.
Powiedziano mi w miejskim szpitalu,
że mam serce po stokroć złamane.
Dzień był szary jak świt w prosektorium,
w mgłę spowity po uszy jak w burnus.
W ostrym stanie trafiłem na turnus,
a mój świat zmienił się w sanatorium.
Mam tu spokój z widokiem na Sopot.
Bicze wodne, masaże i diety.
Na złamania specjalne mam błoto,
ale dziwne jest serce poety
i już widzę, że będzie z nim kłopot.
Za nic nie chce się goić, niestety.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz