ten pejzaż dziwnie urzeka
drzew nie uświadczysz ni rzeka
nie wije się pośród łąk
tam nikt nikogo nie czeka
pustkowie droga daleka
srebrnymi ostami w ziąb
szumią wyschnięte strumienie
echo powraca kamieniem
pod nogi wybiega cierń
jest w świetle ślepej ulicy
ostatnia skryta w źrenicy
zapadająca czerń
a za nią piękne krainy
okryte kwieciem doliny
wiecznie zielony czas
gdzie nie ma lata i zimy
nie ma nagrody ni winy
w nieskończoności gwiazd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz