Wczoraj weszły specjalnie w kałużę
dwa kalosze na Zosię za duże,
by się umyć w kałuży po burzy.
Siwa chmura płynęła w kałuży,
więc kalosze chodziły po chmurze!
A gdy niebo zrobiło się bledsze,
podmuch wiatru rozerwał powietrze
i kałużę jak urwis tarmosił.
Przez chwileczkę zdawało się Zosi,
że chodziły kalosze po wietrze!
Potem wietrzyk zakręcił się w tańcu
przewiał chmury i wyszło na końcu
jasne słonko jak złoty pierścionek
w kołnierzyku z bielutkich koronek,
a kalosze chodziły po słońcu!
Lecz ja wiem to i wszystkim rozgłoszę,
że to były zwyczajne kalosze,
co musiała je Zosia po burzy
przez chwileczkę w kałuży zanurzyć.
Takie zwykłe kalosze, a proszę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz