W pokoiku, gdzie śpi mała Hanka,
wisi sobie zwyczajna firanka,
która nocą okienko zasłania,
aby mogła spokojnie śnić Hania.
Kiedy pokój pogrąża się w ciszy,
takiej ciszy, że nic się nie słyszy
i gdy z nieba pył złoty się sypie
a za oknem z gorąca drży lipiec ,
milkną drzewa i budzą się świerszcze,
to firanka drży także na wietrze.
Ale czasem ten spokój zaburza
szelest kropli, gdy zbliża się burza.
Wtedy okno otwiera się nagle,
a firanka wydętym jest żaglem!
Pokój Hani się staje okrętem,
który walczy samotnie z zamętem.
Wiatr porywa firankę do góry
zrywa z masztu i rzuca pod chmury,
potem kładzie leciutko na fali,
traci impet i niknie w oddali.
Ale może to tylko sny Hanki?
Przecież nie są żaglami firanki.
Może wcale złej burzy nie było
i dziewczynce po prostu się śniło?
Jasnym świtem słoneczka promyczek
pocałował Haneczkę w policzek.
Nowy dzień zbudził się pełen dźwięków,
Lecz nie było firanki w okienku!
Więc spytała na głos Hania mała:
"Mamo, gdzie się firanka podziała?"
Wtedy mama objęła ją czule:
"To ty nic nie słyszałaś w ogóle?
W nocy zmokła firanka nam, Haniu,
więc ją zdjęłam i teraz jest w praniu."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz