Pewien miły motylek z Gośliny
wprost uwielbia zapylać łubiny
i ich pyłkiem się żywi.
Mnie to wcale nie dziwi.
Przecież to motylkowe rośliny.
Witam Cię miły Czytelniku w moim prywatnym zbezczelniku. Ten dziennik zabierze Cię w świat zbereźny i bezczelny. Bez trzymanki, cenzury i sensu...
Pewien miły motylek z Gośliny
wprost uwielbia zapylać łubiny
i ich pyłkiem się żywi.
Mnie to wcale nie dziwi.
Przecież to motylkowe rośliny.
Na Podlasiu jest wieś Młoda Jakać.
Ani biegać się nie da, ni skakać.
Ani kłaść się w Jakaci,
ani wstać nie opłaci.
Ania może siąść w kącie i płakać.
Rowerzysta na włoskiej Riwierze
jeździ nago na damskim rowerze.
Jest deptaku ozdobą
wożąc damy przed sobą,
choć męczące to jest, mówiąc szczerze.
Jest ostrożny elektryk w Tarencie,
który zawsze przed pracy zaczęciem
wiesza wraz z kolegami
siatkę między słupami,
gdyż się zdarza, że spada napięcie.
Z powikłanych ciąż mnogich w Madrycie
siedmioraczki na samym są szczycie
listy zmartwień ze zdrowiem.
Na wieść o nich albowiem
ojciec zemdlał i walczy o życie.
Pewien grabarz tak rzekł pod Zagrzebiem
dziwce z Francji - Dziś trochę pogrzebię
palcem, zamiast łopatą.
Dam pięć dych. Co ty na to?
Grzebał świetnie, odrzekła więc - Tres bien!
Narodowy maraton w Juracie
wygrał konfiarz w czerwonym krawacie.
Krawat - rzekł, gdy się kajał,
wziął się stąd, żem się zziajał.
To był język. I tyle w temacie.
Pewien żeglarz samotnik z Rewala
na pokładzie się nago opala.
Fiutem macha do dorszy
i nikogo nie gorszy.
Dzień Bez Majtków mu na to pozwala.
Szczep E.coli, co żył w Męcikale
miał już dość, że żartują zeń stale,
gdyż kojarzy się źle.
Teraz mieszka w Calais.
Po francusku to brzmi doskonale.
Pacjentowi rzekł lekarz z Konopna -
Pokaż język. Stań twarzą do okna.
Powiedz "eee"... Już. Dziękuję.
Facet mnie obserwuje.
To mój szef. Kreatura okropna.