wieczór spłynął jak flesz z fotografii
i sypnęło gwiazdami jak ryżem
nigdy nieba nie mogłem być bliżej
nawet gdybym cię zmyślić potrafił
złotą blaszką się księżyc wymościł
by na cichej objawić się toni
ciepły dotyk poczułem na dłoni
przemarzniętej jak serce do kości
przebudzony sam nie wiem gdzie byłem
mijam lata szukając nas wszędzie
ach wmówiłem cię sobie wmówiłem
tajemnicą pragnieniem obłędem
śniłem ciebie i tobie się śniłem
i wciąż będę i będę i będę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz