czwartek, 26 stycznia 2017

Moje miasto

Krzywe bruki. Chanajki. Porzucone sady.
Za torami plac łąki z podniebnym teatrem.
Papierowe latawce poplątane wiatrem.
Białe maje. Deszczami szyte listopady.

Moje miasto. Dalekie, otulone cieniem.
Oglądane po latach w pożółkłych kronikach.
Parę gazet wczorajszych w nieznanych językach.
Kilka ulic skazanych na niezapomnienie.

Moje miasto jak ogniem szkiełko okopcone,
poprzez które oglądam historię zaćmienia.
Spopielałe marzenia. Chwile pogubione.

Dawne smaki, po których wracają wspomnienia.
Wszystko takie odległe i sercu znajome.
Czyjeś oczy niebieskie, nie do uwierzenia.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz