Wejdę rosą po liściach. Spłynę pełnią białą.
Pożądaniem zbudzonym modlitwą daremną.
Zaplątanym majakiem. Serenadą ciemną.
I co by się nie śniło, będzie nam za mało.
Wtedy zrobię inaczej. Przyjdę niewyspaniem.
Pulsowaniem śmieciarki pod twoim balkonem.
Przewracaniem poduszki na piętnastą stronę.
Piciem wody w łazience o trzeciej nad ranem.
Będę twoim mijaniem. Minut policzeniem.
Będę śmiał się za głośno i echem pobrzmiewał.
Będę krzakiem płonącym. Wczorajszym marzeniem.
Złotym jabłkiem zerwanym z niebieskiego drzewa.
Papierosem do kawy. Sennym przywidzeniem.
Obudzimy się późno - wieczór nas dośpiewa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz