piątek, 16 grudnia 2016

Marzenie

Wejdę rosą po liściach. Spłynę pełnią białą.
Pożądaniem zbudzonym modlitwą daremną.
Zaplątanym majakiem. Serenadą ciemną.
I co by się nie śniło, będzie nam za mało.

Wtedy zrobię inaczej. Przyjdę niewyspaniem.
Pulsowaniem śmieciarki pod twoim balkonem.
Przewracaniem poduszki na piętnastą stronę.
Piciem wody w łazience o trzeciej nad ranem.

Będę twoim mijaniem. Minut policzeniem.
Będę śmiał się za głośno i echem pobrzmiewał. 
Będę krzakiem płonącym. Wczorajszym marzeniem.

Złotym jabłkiem zerwanym z niebieskiego drzewa.
Papierosem do kawy. Sennym przywidzeniem.              
Obudzimy się późno - wieczór nas dośpiewa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz