wtorek, 20 grudnia 2016

danse macabre

na tej sali prócz luster
jeszcze tylko orkiestra
dźwięk zawiesił się w pustce

czas jak płynął tak przestał
może był ktoś przede mną 
ale wcześniej się zmył

nie pamiętam
bym kiedyś
tu był

                ***

nie powstałem z materii 
i nie w proch się obrócę
jestem drgnieniem kryształu 
molekułą i bitem

moje słowa jak walczyk 
taktowane są na trzy
między zero a jeden 
między jeden a nic

wszystko w porę się rodzi 
i przemija z perfekcją 
ponad snem oceanu
pod zielonym księżycem

jestem matematyką 
i biletem donikąd
światłowodem się zjawię
na najlżejszy twój klik


             ****

                           
a ty wtedy zaśmiej się w twarz
nie spotkamy się nigdy tak młodo
pewnie to jest ostatni nasz walc

ty mnie chlaszcz grymasami swych paszcz
skrzywionymi przez lustra po stokroć
jak pomięty szkicownik czy gwasz

ty mnie nie analizuj ty klaszcz
wiwisekcji nie zgłębiaj metodą
a gdy światła pogasną to mlaszcz

ty mi mrucz kołysankę samotną
kiedy pójdę ostatni po płaszcz
albo cieniem się rzucę przez okno

a na koniec 
łagodnie mnie 
głaszcz

                    *****


i gdy wreszcie zanurzę się w ciszy
w takiej ciszy że nic się nie słyszy
tylko ciszę i ciszę i ciszę

jak tą ciszą się w nic ukołyszę
jak w milczenia zawinę się kłębek
jak pofrunę niebieskim gołębiem

do jabłoni czereśni i grusz
do pachnących jaśminów i róż
gdzie nie będę mógł złapać oddechu

uwięziony we własnym echu
jak w skorupce przepiórczej popłynę
w szmaragdową ostatnią krainę

przebudzone na oka dnie
wtedy już nie dopytuj 
czy śpię





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz