wtorek, 22 sierpnia 2017

Spadła gwiazda

Przyznaję , mogłem zamknąć oczy,
lecz nie zdążyłem. Spadła gwiazda
i przydzwoniła prosto w ciemię.

Księżyc ze śmiechu się zatoczył.
Sierpień spełnianiem życzeń szastał,
jak marny magik, z przeproszeniem.

Na srebrnych placach i ulicach
młodość mieszała się z urodą.
I starzy byli zdrowi wreszcie.

Wszyscy zaczęli się zachwycać
dziećmi sąsiadów i pogodą.
Aż żyć się chciało w takim mieście.

Mój tata znowu był w "Biedronce",
chociaż nie chodził już od roku.
Bogatym winy wybaczono.

Biedni związali koniec z końcem.
Grzesznicy mieli święty spokój.
Pan Bóg pojednał księdza z żoną.

Mama spotkała w niebie babcię.
Ze szczęścia się sklejały lustra.
Każdemu psu się boczek przyśnił.

Ludzie chodzili w miękkich kapciach.
Każdy z nich palec miał na ustach,
a w reklamówce kompot z wiśni.

Gdy tak leżałem nieprzytomny,
ze szczęścia, z bólu, sam już nie wiem,
zbudził mnie świt za parawanem.

Wiem, że dzwoniłaś w nocy do mnie.
Truchlejesz całkiem niepotrzebnie.
Masz serca dwa nieodebrane.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz